Chicago Fire dwukrotnie odrabiało straty w meczu z Seattle Sounders i ostatecznie wywalczyło remis 2:2. Gole dla zespołu z Chicago zdobyli Maren Haile-Selassie oraz Robert Lewandowski, który miał również asystę przy pierwszym trafieniu.
Seattle szybko objęło prowadzenie
Chicago Fire przystępowało do wyjazdowego spotkania z Seattle Sounders z nadzieją na poprawę nastrojów po rozczarowaniu w Leagues Cup. Drużyna prowadzona przez Gregga Berhaltera znajdowała się jednak w trudnym położeniu już od początku rywalizacji. Gospodarze rozpoczęli mecz bardzo energicznie, a dodatkową motywacją dla nich był debiut serbskiego napastnika Dejana Joveljića.
Nowy zawodnik Sounders potrzebował zaledwie jedenastu minut, aby wpisać się na listę strzelców. Joveljić wykorzystał wolną przestrzeń w polu karnym i pewnym uderzeniem otworzył wynik spotkania. Chicago Fire długo nie potrafiło przejąć kontroli nad wydarzeniami na boisku, a Seattle skutecznie utrudniało rywalom budowanie akcji.
Goście zaczęli odpowiadać dopiero po upływie pół godziny. Dobrą okazję miał Djé D’Avilla, a chwilę później strzał Philipa Zinckernagela obronił bramkarz gospodarzy. W 38. minucie piłka po uderzeniu tego zawodnika trafiła jeszcze w poprzeczkę.
Haile-Selassie i Lewandowski doprowadzili do remisu
Rosnąca przewaga Fire przyniosła efekt tuż przed przerwą. Robert Lewandowski dobrze współpracował z Marenem Haile-Selassie, który zakończył akcję efektownym strzałem i doprowadził do wyrównania. Dla szwajcarskiego skrzydłowego był to piąty gol w tym sezonie MLS oraz drugie kolejne spotkanie z trafieniem na koncie.
Haile-Selassie po raz drugi z rzędu zdobył bramkę przeciwko Seattle. Dla Lewandowskiego była to natomiast pierwsza asysta od momentu dołączenia do klubu tego lata. Chicago Fire schodziło do szatni z wynikiem 1:1, choć początek meczu zdecydowanie należał do Sounders.
Gospodarze ponownie zaatakowali zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy. W 47. minucie Joveljić po raz drugi znalazł drogę do bramki, tym razem oddając precyzyjny strzał zza pola karnego. Defensywa Fire zostawiła napastnikowi zbyt wiele miejsca, za co została natychmiast ukarana.
Fire odwróciło losy spotkania
Gregg Berhalter zaczął reagować zmianami. W 61. minucie na boisku pojawił się Puso Dithejane, a Haile-Selassie przesunął się do bardziej centralnej strefy. Po kolejnych korektach wprowadzonych w 73. minucie do gry wszedł Jonathan Bamba. W końcówce na murawie znajdowali się wszyscy czterej podstawowi skrzydłowi zespołu z Chicago.
Fire coraz odważniej przesuwało ciężar gry pod bramkę Seattle. W akcje ofensywne angażowali się również zawodnicy z defensywy, a jedną z okazji miał Jack Elliott. Jego uderzenie było jednak zbyt łatwe dla Andrew Thomasa.
Wysiłki gości przyniosły rezultat w 84. minucie. Dithejane przeprowadził akcję prawą stroną i posłał dokładne dośrodkowanie w kierunku dalszego słupka. Tam znalazł się Lewandowski, który mimo trudnej pozycji zdołał oddać celny strzał głową z bliskiej odległości. Polski napastnik ustalił wynik na 2:2.
Chicago mogło wygrać w samej końcówce
W ostatnich minutach Fire miało jeszcze dwie znakomite szanse na zdobycie zwycięskiej bramki. Najpierw Lewandowski nie wykorzystał sytuacji z kilku metrów. Później, przy ostatniej akcji meczu, bliski szczęścia był Bamba, ale Andrew Thomas popisał się znakomitą interwencją i uratował Seattle przed porażką.
Remis oznacza, że Chicago Fire pozostaje na trzecim miejscu w tabeli Konferencji Wschodniej. Zespół będzie miał teraz tydzień na przygotowania do kolejnego spotkania wyjazdowego. Następnym rywalem Fire będzie Toronto FC, które w ostatnim czasie prezentuje coraz lepszą formę.
Źródło: MIR97 Media
