Chicago Fire odniosło szóste ligowe zwycięstwo z rzędu, pokonując na wyjeździe Orlando City 2:1. Spotkanie zostało przerwane przez burzę i zakończyło się dopiero po niemal czterech godzinach. Zespół z Chicago wygrał również czwarte kolejne starcie z ekipą z Orlando.
Szybki gol i debiut Davida Poreby
Przed rozpoczęciem spotkania najwięcej mówiło się o nieobecności Philipa Zinckernagela. Zawodnik trenował dzień wcześniej, jednak z powodu urazu nie znalazł się w kadrze meczowej. Jego miejsce na prawym skrzydle zajął Puso Dithejane, który miał już na koncie dwa gole zdobyte w meczu z Cruz Azul.
W wyjściowym składzie Chicago znalazł się również David Poreba. Dla 23-letniego pomocnika był to pierwszy ligowy występ od pierwszej minuty, a zarazem debiut w MLS po dwóch i pół roku od podpisania umowy z drugą drużyną Fire. Poreba wcześniej wyróżniał się w rozgrywkach MLS Next Pro.
Obaj zawodnicy bardzo szybko zaznaczyli swoją obecność na boisku. W trzeciej minucie Jonathan Bamba przeprowadził akcję lewą stroną, a po zamieszaniu w polu karnym Poreba odegrał piłkę do Dithejane. Skrzydłowy nie zmarnował okazji i otworzył wynik spotkania.
Chicago Fire objęło prowadzenie już po trzech minutach gry, a Puso Dithejane po raz kolejny potwierdził swoją dobrą dyspozycję. Wysoka temperatura panująca tego dnia na Florydzie nie sprzyjała jednak szybkiemu tempu. W Orlando termometry wskazywały nawet 36 stopni Celsjusza, dlatego mecz długo pozostawał pod kontrolą gości, ale nie obfitował w wiele sytuacji bramkowych.
Przerwa z powodu burzy i wyrównanie Orlando
Gospodarze byli bliscy wyrównania w 30. minucie. Antoine Griezmann połączył siły z młodym napastnikiem Justinem Ellisem, jednak uderzenie tego drugiego zostało zablokowane przez Jacka Elliotta. Kilka chwil później Ellis ponownie próbował pokonać Chrisa Brady’ego, lecz bramkarz Fire poradził sobie z jego strzałem.
Tuż przed przerwą spotkanie zostało niespodziewanie zatrzymane. W bezpośrednim sąsiedztwie stadionu pojawiły się wyładowania atmosferyczne. Sędzia Rosendo Mendoza przerwał grę, a zawodnicy musieli opuścić murawę. Na wznowienie rywalizacji czekano niemal dwie godziny.
Po powrocie na boisko dokończono pierwszą połowę, a następnie bez tradycyjnej, dłuższej przerwy rozpoczęto drugą część meczu. Orlando od razu ruszyło do ataku i w 52. minucie doprowadziło do remisu. David Brekalo skutecznie wykończył akcję strzałem głową.
Zmiany Berhaltera przesądziły o wyniku
Przy wyniku 1:1 Gregg Berhalter zdecydował się na potrójną zmianę. W 60. minucie na murawie pojawili się Maren Haile-Selassie, Robin Lod i Viktor Radojević, którzy zastąpili Jonathana Bambę, Davida Porebę oraz Andrew Gutmana. Chicago zmieniło ustawienie na bardziej zbliżone do systemu 4-2-3-1, a Lod operował za plecami Roberta Lewandowskiego.
Rezerwowi szybko pomogli drużynie odzyskać kontrolę nad spotkaniem. Lewandowski urwał się obrońcom i został sfaulowany w polu karnym, dzięki czemu Chicago otrzymało rzut karny. Do piłki podszedł sam poszkodowany i pewnym strzałem pokonał Maxime’a Crépeau, posyłając go w przeciwny róg.
Robert Lewandowski wykorzystał jedenastkę i zapewnił Chicago Fire prowadzenie 2:1. Po zdobyciu bramki gospodarze częściej utrzymywali się przy piłce, jednak defensywa gości skutecznie odpierała kolejne ataki. W 85. minucie Daryl Dike próbował zaskoczyć Brady’ego uderzeniem z dystansu, ale piłka poszybowała nad poprzeczką.
W końcówce Lewandowski został zmieniony przez środkowego obrońcę Sama Rogersa, co miało pomóc w zabezpieczeniu korzystnego rezultatu. Griezmann, który rozegrał pełne 90 minut, nie zdołał odwrócić losów spotkania. Francuz próbował jeszcze efektownego strzału przewrotką w doliczonym czasie gry, lecz jego próba nie przyniosła zagrożenia.
Fire umacnia się w czołówce Konferencji Wschodniej
Zwycięstwo w Orlando jest dla Chicago Fire już szóstym triumfem z rzędu. Tak długiej serii klub nie zanotował od 1998 roku. Drużyna utrzymała trzecie miejsce w Konferencji Wschodniej i pozostaje w kontakcie z New England Revolution, które również wygrało swoje środowe spotkanie.
Kolejnym rywalem zespołu z Chicago będą New York Red Bulls. Mecz w New Jersey odbędzie się w sobotni wieczór.
Źródło: Własne / MIR97 Media
